"NIE ZAMILKNĄ DUSZE ANI ĆMY" 2006
Ćma i lustro
Z mojego lustra
Z mojego lustra
Widać odbicie zmęczonej ćmy
Zamszowe skrzydła
Stłamszone skrzydła
Koloru tęczy nie poznam w nich
Żyje wspomnieniem swego kochanka
Drży ze starości
Długi jej sen
Trzyma się mocno pękniętej ramy
Mojego lustra już wiele lat
W szklanym zwierciadle sędziwa pani
Nocą dojrzała odeszłą twarz
Od tejże pory nie widać nigdzie łzawej tęsknoty
Zmęczonej ćmy
Czekał na nią po kryjomu
Ten co w płomień wpadł
W raju dla motyli nocy wieczna czułość trwa
W powitalnej pozie młodzi wzbili się do łask
Razem będą się pławili
W świetle nieba lamp
(S.M; 11.03.97)
Wybawienie strach
Oddaj mi swój strach
Pozwól odejść z nim
Już nie uda się
Ukryć naszych wad
Modlisz się do gwiazd
Podpatrując je
Od niedawna wszak
Umiesz kajać się
Och, czyż nie lepiej było zgnieść
Wynaturzonego ludów raju
I tak wydalony z serca żal
Wtopić w ścianę muru chłodnych chwil
Tłumiąc w sobie śmiech
Milczy anioł twój
Dech zapiera mu
Wizja cieni zła
Pośród błędnych drwin
Dna dotykasz wciąż
Sam dla siebie trwasz
Idąc gdzieś na wprost.
Tylko jeden raz otrzesz cień z radości ciszy
Pośród czarnych skał jeden krok
Zimnej nocy sen
Tylko jeden raz otrzesz cień z radości ciszy.
(S.M, M.P; 05.11.95)
Ciszą oddycham
Ciszą oddycham
Oddycham powoli
Dopóki wystarczy mi sił
Oddycham szelestem
Łąk szumem oddycham
Oddycham
Po prostu chcę być
I lękam się nocy
To lękam się ciszy
I braku oddechu się boję
Zasypiam łagodnie
Zasypiam spokojnie
Zabrakło mej piersi odwagi
(Zasypiam niepokojem).
(Claud; 2004)
Bytowanie z natrętem
Głosem obłędnym już więcej nie zwiedziesz mnie.
Możesz nawet kwilić, wrzeszczeć. Obraź się !
Ciężko jest o tym mówić, więc oszczędzę ci
Przykrych stwierdzeń, wulgaryzmów. Odczep się!
To kolejny skrajny moment
gdy nadchodzą samowole.
Niech się natręt uspokoi.
Świetlny przykład szczwanej glorii.
Nie wiem czemu, ach czemu obrałeś mnie za cel ?
Od godziny prawie we mnie wpatrujesz się.
Wstydem oblicze zachodzi. Posępna twarz
Czy nie widzisz, że już dosyć przeszłych ran ?
To kolejny skrajny moment
gdy nadchodzą samowole.
Niech się natręt uspokoi.
Świetlny przykład szczwanej glorii.
Głosem obłędnym już nie zwiedziesz mnie.
Miliony istnień określą twój byt.
A jeśli zginą to w sławie i w krwi.
Bądź więc tak dobry i usuń się w mrok.
(S.M; 07.06.05)
Upiór (II)
Upiór - ptaszyna w klatce
Podrywa się by wzmóc
Czyny niewykonalne
Dla płodu co w łonie skisł.
Upiór - ptaszyna w klatce
Zamknięty przed światem stwór
Spirytystyczne błędy
Naprawiać dotąd mógł
(Spirytystyczne błędy naprawiać mógł)
Upiór - wypchany w klatce
Papuzi pierza znos
Nigdy się nie dowie
Za co go skarał los
(Nigdy, przenigdy już nie dowie się).
(S.M; 31.01.02)
Obnosząc się z trumiennym kształtem (II)
Jeśli zapaść miałbym tuż przed śmiercią
W świętych wielki sen
Wołałbym Cię znaleźć uśmiechniętą
W ten sążnisty dzień
Zbyt często łakniesz w żale bić
Wynosząc ten trumienny kształt.
O tak...
Z serdecznością dokonujesz drgnień
Ciała swojego więc umykam bez stóp
Okaleczając krańce nóg
Topór ręce odrzucił gdzieś hen, hen
Zbyt często łakniesz w żale bić.
Wynosząc ten trumienny kształt.
O tak...
W jarzębinowych wnet koralach
Jędrną drogą gnasz
Za drewnianą trumną (jej to ślad)
Pozostaje niezmazalnej pasji nić.
Zbyt często łakniesz w żale bić
Wynosząc ten trumienny kształt.
O tak...
(S.M; 15.01.02)
Twór schizofreniczny
(utwór w języku sylabotwórczym)
Sen Fantazji
Wiosnami pokryty. Sam.
Wiosnami pokryty. Sam.
Nieziemski przedśpiew osłania czoło twe
Z rozdartym szalem brniesz w ogrom tła.
Wiosnami pokryty. Sam.
Wiosnami pokryty. Sam.
Już śnisz o matce. W kołysce kamień łże.
Leżałeś niegdyś właśnie tu.
Lecz gdy sienny świt nastanie
Ciepło, chłody, zieleń świeża
Wyjdź przed bramę, usiądź w rosie
Z dzieckiem wiosny na kolanie.
Nie sposób wrócić do dawnych miejsc,
Obudzić fantazję podległą sobie.
(S.M; 03.12.02)
Zapominanie
Zapominanie
Serca wytchnienie
Zapomnij o mnie
Zapomnij o sobie
Zapomnij mnie
Zapomnę o sobie
Zapomnę o tobie
Zapomnę się.
(Claud; 2004)
Wulkaniczny
Wulkaniczny stok
-dzieło magm zastygających
Cesarskie klejnoty w warze stopione
Myślę o szkieletach tak samo urządzonych
Uszkodzonych chwilą wnętrza skwarnego.
W wulkanie
Rozżarzonych sto pieców wrze
Setek iskier żar sypie się
Setek iskier żar...
Wulkaniczny grzbiet
W barach swych się zwężający
Imperialne diamenty w warze stopione
Myślę o przedmieściach tak samo urządzonych
Kolumnadach świeckich lawą sparzonych.
W wulkanie
Rozżarzonych sto pieców wrze
Setek iskier żar sypie się
Setek iskier żar...
(S.M; 19.09.03)
Okropności na balu
Tancerki. Ach, one przynajmniej cenią gust.
Odzienia śniady fason przyozdabia płeć
Z kobiety upadłej wydzielina parkiet lży
Głośna rozrywka poi draństwa szumny lont.
Patrz! Na padlinie zabaw łęg.
Oporządźmy masą byt.
Podarujmy sobie z żeber znamienity szpik.
Tancerze. Ach, oni przodują w cwale form.
Podobni do scenicznych kukieł w gwarze srok.
Wodzirej namaszczony przez pogański cech
Pląsa na kanwie opowiadań możnych norm
Patrz! Na padlinie zabaw łęg
Oporządźmy masą byt.
Podarujmy sobie z kręgów znakomity szpik
Tańczący. Ach, po cóż nam pauzy ? Krótki walc ?
Wytworni i zniesmaczeni zdarzeń mgłą.
Upadłą mąż wynosi, więc grzać będzie bal
Miodowym winem baletmistrzów, damy, szał.
Nie. Przecież nic nie stało się.
Krótkie teksty trąbek świst.
Baloników pękła liczba mnoga.
Znamienity szyk.
(S.M; 16.12.98)
Pożegnanie
Zima mija, a cóż zdziałał świat
by pokazać nam śniegową biel ?
Lawin górskich spoczynek już wie,
że mróz zelżał i śnieg stopi się.
Wiosna mija, a cóż zdziałał świat
by już zniknął ten zwodniczy blichtr ?
Krokus fiolet obnaża zza traw.
Miłość plącze się w płatkach i drży.
Lato mija, a cóż zdziałał świat
by niepokój upalny wszedł w noc ?
Plaże morskie są słone od fal.
Słyszysz muszlę biegnącą. Jej krok.
Jesień mija, a cóż zdziałał świat
by zapobiec utracie swych pól ?
Kolor liści obwieszcza zły czas.
Pożegnanie wycałuj w ust cień...
(S.M; 22.04.05)