"WIDMA NA CYTRACH GRAJĄ" 2008
Część I
Gniazdo żmij
Posiadł mnie nagle
praprzodek zimnych żmij,
koneser jadów tych onirycznych chwil.
Oplótł mą szyję,
gadziny ciałem wszedł
w bezkresne łuski,
spierzchnięty skóry pled.
Rywalizacja
z tą szumowiną wręcz.
Obłapywanie
do przodu no i wstecz.
My, prężne masy,
tak w całość zbite i
zniewolone
wdzięczeniem się do żmij.
Syczenia echa
w żmijowym gniazdku niech
was nie pokuszą.
Zdradziecki razi syk.
Splątane węże.
Długości gadów złych
zygzakiem nęcą
naiwność młodych żmij.
(S.M 15.04.03, str. 306)
Wedle ksiąg
Wedle podań grzeszna młódź
pomazańczych więźniów dręczy.
Zwabić chce.
Co za szyk !
Co za gracja !
Opłakuj więźnia.
Co za czar !
Co za powab !
Pokutna nędza.
Tymczasowy juror młódź tę zdradził.
Poniekąd i zawsze, wbrew zagładzie.
Egzekucji lawendowych zielna brać.
Oraz wzmianka o bojówkach
nerwowych.
Występków obmierzłych
jakaż to paleta ?
Uwolnić żądają.
Szykuje się pieta.
Spodziewam się tłoku młodych nadejść.
Poniekąd i zawsze odmawiam zagładzie.
(S.M 14.03.00)
Manekin
Manekina ustawiono
tak by każdy mógł go chcieć.
Z dzianin drogich ograbiono.
Wszak tu biedna wieś.
A w gablocie szkło rozbite.
Ktoś przez okno może wejść.
Przechodniowi zapłacono
by uśmiechnął się.
Manekinie, rozchmurz się.
Masa z ciebie sztuczna jest.
Manekinie, stój tak, stój !
Był na piersiach ładny krój.
Nadzieje i tęsknoty,
dzisiaj ja wyglądam was
wśród okiennic wyważonych.
Chłonę rześki wiatr.
Ogarnijcie swe istnienie
bym pokazał ludzką twarz.
Niech i mnie dotyczy życie.
Nie chcę dłużej stać.
Manekinie, rozchmurz się.
Masa z ciebie sztuczna jest.
Manekinie, stój tak, stój !
Był na piersiach ładny krój.
(S.M 06.02.2007) str. 392
Widzenie
Zbawiciela nie poznałem od razu.
Mego zbawcy nie poznał też nikt
prócz sowy, księżyca i ćmy.
Onieśmielał jego widok zabawny.
Szkielet wątły, opryskliwy mit.
wojownik piwniczny wnet znikł.
Wskrzesiciela opowieści wieczornych
nie poznałem od razu, gdyż
wzrok mój stęchlizną już zwiądł.
W zbawicielu nie dojrzałem ni razu
twarzy bliskiej. Z sąsiedztwa brat
dopiero przypomniał mi ją.
On przede mną stał,
duch niespokojny.
Obnażył swój tors
przyjaciel wojny.
On przede mną stał,
duch niespokojny.
Obnażył swój tors
elegant strojny.
Czego można się spodziewać po schorzeniu ?
Liryk chętnie się zamienia w rajski bluszcz.
Z poetycką powinnością wygrać może
chwila czczego objawienia w chwilach snu.
(S.M 20.05.05)
Nenja
(utwór z tekstem w języku sylabotwórczym)
Samczy padalec
Niepodobny do niczego.
Nieprawdopodobny wcale.
Porażony drętwym uderzeniem.
Osuwa się w melancholii dale.
Był otwarty przedtem.
Teraz utrwala małostkowe chwile.
Rezygnacji przedwstępy.
Schody przed leśnym chodnikiem.
A jednak dręczy go myśl. żeby pozostać...
Rozbity samczy padalec.
(S.M 20.02.05)
Cukierkowy erotyk
Nie pamiętam już
twych nagich piersi,
które nakarmiły mnie.
I nie wiem czy pamiętać chcę
odcienie barw sprośnego łona...
Nie pamiętam też
Twych giętkich ud (giętkich ud),
którymi przyjmowałaś mnie.
Ten erotyk brzmi jak błędna baśń
odbita w obolałym śnie.
Dziwnych miejsc są tysiące
na ciele wszerz no i wzdłuż.
Możesz grać tutaj koncert
wśród cielesnych złóż.
Jest interesujące,
że dotykam twych ust
widząc wkoło jęczące
tłumy zbłąkanych dusz...
Nie pamiętam już
twych nagich piersi,
które zniewoliły mnie.
(S.M 22.12.06)
Medium
(utwór instrumentalny)
Inteligenckie wady
Ziemskie igraszki pognały gdzieś w siną dal.
Markotne porażki znowu ponosi bóg.
Nie ma sposobu by odzyskiwać twarz.
Będzie wciąż gorzej gdyż mało jest twarzy w nas.
Zawsze zakochani.
W sobie uwielbieni raz po raz.
Zawsze zakochani
zwyciężają czas.
Powiedzmy szczerze, czy któryś naprawdę dba
o intelektu progresję w dobie zwad ?
Nigdy nie starcza nam czasu na krótki sen,
a mimo to gorycz cudów obnaża się.
Zawsze zakochani.
W sobie uwielbieni raz po raz.
Zawsze zakochani
zwyciężają czas.
( S.M 10.04.04)
Muszla
(utwór instrumentalny)
Część II
Tyłem do ścierwnika
Leżąc plecami do płuc
łysawego ścierwnika
w tłuszczu rozkładam się.
Okazjonalnie wzdycham.
Raz, gdy posiadł kęs
obiecałem pół zemsty.
Wzniósł sztukę mięs
wynos padlinożercy.
Rozpada się ptak
na detaliczne części.
Szkaradny wzór
- sprzątający odźwierny.
Wreszcie i on sam
wieczerzą dla swego ziomka
stał się, więc i ja
przeniknę do innego żołądka.
(S.M 20.05.00)
Cwałujący błazen
Na co się skarży błazna istota ?
Na co jej w cwale tak po świecie gnać ?
Wkoło udręka, przaśna sromota.
Cwał błazna kusi aby w biegu trwać.
Obiecywali piękny świat
a jemu ciągle, ciągle żal
królewskich szat, błazeńskich szat.
Obiecywali piękny dwór,
suto nakryty złoty stół.
Pozostał kurz, boleści kurz.
Gorzki świat na karku dźwignij.
Leżysz znów. Powstań i biegnij.
Osłabłeś ? Ciało swe wygnij.
Błaznem bądź do końca swych dni.
Ulży ci. Spróbuj i krzyknij.
Zbłądziłeś ? Przed ludźmi dygnij.
Gorzki świat na karku dźwignij.
Leżysz znów. Powstań i biegnij.
(S.M 05.04.07)
Samotna
Śmierć ma kolor mego strachu.
Śmierć ma kolor włosów blond.
Śmierć ma barwę mego płaczu.
Śmierć to śmierć. Nie pytaj więc.
Samotna, znudzona, a może niczyja ?
Czy przychodzi, czy odchodzi,
nigdy daje, zawsze zbiera.
Zieleń śmierci to nie zieleń.
Śmierć to szarość. Śmierć to śmierć.
Zmęczona, samotna, a może niczyja ?
I bez płaczu, i bez krzyku,
bez litości, bez wyboru,
i nie głośno lecz po cichu,
miłość też zabrała śmierć.
Samotna, znudzona, a może niczyja ?
Właśnie dzisiaj obiecałaś mi
być najmilszą z najjaśniejszych gwiazd.
Właśnie dzisiaj obiecałaś mi
być najmilszą z niebotycznych gwiazd.
(Claud V.05)
Szarlatan
Czyniąc uniesienia,
będąc buntownikiem
liczę na zapłatę
od grzywiastych drzew.
Służę wiernie w biedzie
zęby zaciskając.
Wkoło upodlenie trwa.
Bywam na salonach.
Krwawię tam na pokaz.
Poklask hipokryzji gromi mnie.
(S.M 01.05.07)
Sein Diom
(utwór z tekstem w języku sylabotwórczym)
Czart - The Evil One
Somewhere
in my mind
comes to life
waking dream.
Absolves my soul.
Bares own shame.
Word's of The Evil
permeate inwards.
Will creates by past
the gist of missing days.
Somebody's voice.
Substance his speech.
Like the breath of air
from some cosmic sides
turns over the pages
inside leather book.
(S.M 16.06.93)
Pierwsza część tetralogii na cytrę
(utwór instrumentalny)
Świat niewidzialny
Świat niewidzialny
znad brzegów wanny
topielec skrywa.
Płaz dogorywa.
Czemu wciąż jeszcze nie płaczę widząc go ?
Podtopił się. Bywał mym katem w szare dni.
Podczas kąpieli
prąd go postrzelił.
Jeszcze widnieje
na mych plecach pręga.
Czemu wciąż jeszcze nie płaczę widząc go ?
Spuchł jakby już. Bywał mym katem w szare dni.
(S.M 22.12.06)
Czwarta część tetralogii na cytrę
Upokorzę się.
Muzykantów zwę:
dyletantów zgrają
z nut.
Upokorzę się.
Muzykantów zwę:
trupą samouków
z nut.
Strojne stroje smyczek drze.
Melancholię wskrzesza róg.
Oprócz bacznych uwag z tub
wysłuchałem również harf.
Upokorzę się.
Wartość moich nut
zeru równa jest choć trwa.
Upokorzę się.
Wartość moich nut
niczym ekspozycja cisz.
Dźwięczne dźwięki kilku viol.
Zbytowanie fletów drwi.
Oprócz organowych fraz
wysłuchałem również harf.
Upokorzę się.
Rezygnacji płód
talent wzmógł w marsowy brzeg.
Upokorzę się.
Rezygnacji płód
upomina się o chleb.
Wibrujące pęki cytr.
Partytura całą z szarf.
Przycichł werbel w mżawce mgnień.
Nie słyszałem wtedy harf.
(S.M 24.03.00)
Zwątpienie przybliża uroki zakończenia
(utwór z tekstem w języku sylabotwórczym)